Zuzło jest straszne. Boją się
go wszystkie nasze koty z wyjątkiem psa. Kiedy Zuzło nastało – cuchnące schronem i chorobą, załzawione, żółtawe na białych łatach, buro-skudlone na czarnych – nie
za bardzo przypominało kota. Naszym wychuchanym koteczkom musiało się wydawać
potworem z jakiejś innej rzeczywistości. Pitka, która dla zasady boi się wszystkiego, co
nieznane, wylądowała na szafkach w kuchni i przez kilka godzin nie dała się
dotknąć – sama na krótki czas zmieniła się w jakąś obcą, agresywną istotę,
która miała za złe światu, że nagle urodził ten śmierdzący, warczący
kłąb kłaków. Na szczęście, jak to Pitka, szybko doszła do siebie i zaczęła
czarować. Bezskutecznie.
Pozostałe dziewczyny niejedno w
życiu widziały. Po pierwszym szoku, mniej lub bardziej zaciekawione, próbowały w
miarę gościnnie przyjąć intruza. Nie dało się. Bardzo szybko okazało się, że Zuzło
toleruje wyłącznie dwunogi (i psa); cała reszta, mówiąc bez ogródek, kolejno
dostała wpierdol. Trwało to parę dni, dopóki nie nauczyłyśmy się żonglować
kotami w pomieszczeniach, kuwetami, miskami z żarciem na wszelkich dostępnych powierzchniach,
a przede wszystkim interweniować z prędkością światła. A Pitu, Papu, Wiśka i Umik
nauczyły się bać Zuzła.
Teraz, po kilku miesiącach,
panuje krucha, z trudem wypracowana równowaga. Zuzło nie zostaje z resztą kotów
bez nadzoru, ma oddzielne miski, oddzielny kibel, noce spędza w łazience (całe
zadowolone zresztą, że ma własny apartament; przed snem karnie
maszeruje na swoją poduszkę i mizia się na dobranoc o nogi osoby robiącej
akurat wieczorne siku ;). Dnie zwykle przesypia na kołdrze w sypialni, gdzie ma
święty spokój, bo w drzwiach instaluje pole siłowe – żadna łapa nie
waży się przestąpić progu, przestrzeń sypialni penetrują tylko czasem pełne
respektu spojrzenia. Stary niedźwiedź mocno śpi…
Niemałe więc zapanowało
zdziwienie i popłoch, kiedy przedwczoraj, przy okazji odwiedzin koleżanki,
Zuzło poczuło się towarzyskie i postanowiło nawiedzić salon. Przyszło,
rozejrzało się, zajęło mój fotel i zaczęło się myć. Otóż, jeszcze do niedawna
Zuzło z myciem było trochę na bakier, pewnie z powodu ogólnej nienajlepszej
kondycji, a przede wszystkim chorych dziąseł. Ostatnio jednak Zuzło myje się,
jak na siebie, wręcz nałogowo, białe kawałki ma białe, czarne czarne, a tyłek
już nawet prawie błyszczący (do grzbietu nie bardzo sięga).
Koleżanka popatrzyła,
wysłuchała naszych komentarzy i stwierdziła, że nie ma się z czego cieszyć, bo być
może Zuzło myje się do trumny.
- No, i to nawet dobrze, bo jak
trochę o siebie zadba, to będziecie mogły je potem wypchać i trzymać w szafie.
I jak reszta będzie rozrabiać, to je wyciągniecie i zrobicie im „a kuku”. I zaraz
będzie porządek.
Kiedy już przestałam się
krztusić ze śmiechu, przypomniał mi się pies Smutek, Bob z Iowy, niedźwiedzica
Susie i cała reszta irvingowej menażerii z Hotelu New Hampshire. I pomyślałam: moje
życie stało się dziwne. Yes, yes, yes! J
Po obejrzeniu dzisiejszych wiadomości
przypomniały mi się też inne książki, które pomogły mi przetrwać pierwszą część tzw. młodości. Tereska i Okrętka – pamiętacie takie dwie? A śmiech, który brzmiał jak „atak
kaszlu ciężko zagrypionej i oszalałej z pośpiechu kukułki’? Dzisiaj zmarła
Pani Joanna Chmielewska. Idę czytać Większy kawałek świata. "Rzeczywiście, pularda świetnie fruwa. A pływa jak ryba!". Chlip.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz