Zdaje się, że wypadałoby
przedstawić resztę ekipy. Cóż, zachciało się blogaska, to teraz pisz, babo…
placek?
Cztery koty, nie licząc Zuzła.
Po starszeństwie: Wisia, Uma, Papuga i Pitka. Wisia i Uma są z jednego pomiotu,
urodziła je Krzywa Mańka pod gruszką w Dolnym Wrzeszczu. Wszystkich kociaków
było pięć, brykały sobie radośnie po podwórku, aż zaczęło ich ubywać. Kiedy
ubył drugi, nie wytrzymałam. Nieodpowiedzialna matka (zajęta już produkcją kolejnej
partii) została pozbawiona praw rodzicielskich i trzy małe kicie wylądowały w
domu. Wtedy oprócz Wisi i Umy była jeszcze Orka. Żyły sobie szczęśliwie, rosły,
tyły, mruczały. I tak mniej więcej przez tydzień, aż któregoś razu trzy kociaki
małe poszły w krzaki na łów, jednego otruł Zły Sąsiad, zostało kociaków dwóch.
Skończyło się chodzenie w
krzaki. Jeśli ktoś chce wyskakiwać z pretensjami, że „niewychodzący kot męczy
się w domu”, niech najpierw usunie ze środowiska naturalnego Złych Sąsiadów.
Kot otruty czy przejechany przez samochód też się trochę męczy.
No ale mniejsza. Potem
przyplątała się Papuga. Dlaczego Papuga? Nie dało się jej nazwać inaczej, bo jest
pstrokata i pyskata. Ta delikwentka któregoś dnia po prostu przyszła za
mną do domu i już nie wyszła. Miała trafić do kogoś innego, nie trafiła.
Właściwie na tym etapie było mi już wszystko jedno – kiedy własna matka
nazwie cię Violettą Villas, nie ma odwrotu.
Z Pitką jest zupełnie inna
historia. Pitka została KUPIONA. Od miłej pani, która miała jedną syjamską
koteczkę, której raz, dla zdrowia, pozwoliła mieć kocięta, pitu pitu, sratu patatu.
Jakieś dwa lata później babon zadzwonił do mnie przez pomyłkę i zdyszany pytał,
czy „dobrze się dodzwonił, bo szuka syjamskiego kocura. Na gwałt. Dosłownie i w
przenośni.” Zdaje się, że jej koteczka dla zdrowia rodzi przynajmniej raz na
rok. Pseudohodowlom śmierć i tak dalej, ale Pitka wyszła tak słodka i śliczna,
że babonowi wybaczyłyśmy. Ma niebieskie oczy (Pitka, nie babon), jest kremowo-kawowa z wierzchu i
różowa w środku (widać, kiedy ziewa) i potrafi obłaskawić właściwie każdego z
wyjątkiem Zuzła. Miała nam otrzeć łzy po Beniu (o którym może przy innej
okazji) i otarła, owszem. Chcecie na parę miesięcy zapomnieć o całym świecie,
łącznie z pracą, snem, regularnym jedzeniem i świętym spokojem? Sprawcie sobie
małego syjama J
O psie kiedy indziej, bo nuda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz