piątek, 4 października 2013

Od początku, czyli od Zuzła

Zuzło jest prastarą istotą. Tak starą, że właściwie nie ma już nawet płci. Tak starą, że najmądrzejsze weterynarki z 3miasta nie potrafią określić jej wieku. Dzień i miejsce jej narodzin giną w pomroce dziejów; można jedynie podejrzewać, że Zuzło przyszło na świat w zeszłym stuleciu. 

O Zuzłu wiemy niewiele. Fizycznie i teoretycznie jest rodzaju żeńskiego, ponad wszystko lubi żreć i boi się szczotki na kiju. Podobno miało kochający dom, potem 3 miesiące przeżyło w schroniskowej klatce. Do nas trafiło zapewne dzięki swojej mocy – w końcu to Zuzło. Miało być całkiem inną kicią, miało mieć na imię Zuzia, w spokoju dożyć swoich dni i zadowolone pożegnać się ze światem. W sumie chyba się udało: dożywa i dożywa, i dożywa, i chyba jest zadowolone. I tylko żegnać się nie zamierza.

Zuzło kocha tylko A i mnie (czy może zręcznie udaje) – cała reszta domowników musi się mocno pilnować, bo na widok każdego innego kota Zuzło zaczyna się dusić ze złości, po czym szarżuje. Dość uciążliwe jest to szarżowanie (wrzaski, kłęby futra, rozszczekana suka sąsiadów). A mimo to nie dało się Zuzła nie pokochać. Za cierpliwość, wdzięczność i samozaparcie. Będzie smutno, kiedy wreszcie postanowi, że ma nas dość.

Zuzło ma na nas WPŁYW. Zupełnie inny, niż się spodziewałyśmy. Dzięki Zuzłu miałyśmy się poczuć lepsze, a nawet jeszcze lepsze – nie do końca tak to wyszło. Wpływ Zuzła zaczyna niebezpiecznie przypominać zniewolenie. Wystarczy, że Zuzło powie „mrrr-ii”, i ma wszystko. Ostatnio planowałyśmy mu kupić kawalerkę, żeby nie musiało nocować w łazience (inaczej wrzaski tłukących się kotów nie dają nam spać). Z kawalerki chwilowo nic nie wyszło, więc na otarcie łez założyłam Zuzłu bloga.


Dla jasności – modelka pod tytułem to Wisia, najmilsza koteczka świata. Zuzło jakoś podejrzanie nie wychodzi na zdjęciach. 

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Raz, dwa, trzy, Zuzło patrzy... :P

Unknown pisze...

:) zawsze...