środa, 23 października 2013

Fum

Co mieli psa,
mieli e-sondę,
i kamień sarnie dany mi tu.
Ten kamień ciapaj tu mi panie.

To jeden z lepszych poematów, jakie ostatnio słyszałam. Szacun, Autorze, kimkolwiek jesteś, nieznany niczym średniowieczny artysta, anonimowy w czeluściach Internetów, a jednak wielki.

 W naszym przypadku pytanie powinno raczej brzmieć: PO co mieli psa.

A po to, że inaczej się nie dało. Po to, że tak wyszło. Po to, że się poczuwali do odpowiedzialności za cały świat i cudzego kundla na dokładkę. Wszystko wina Tuska.

Pies jest płci żeńskiej i w dokumentach ma na imię… Fumcia. Niestety. Płodzenie tego nazewniczego koszmarka przez poprzednią właścicielkę trwało sekundę, nie wiązało się z przemyśleniami, nie zostało poprzedzone analizą fonologiczną czy choćby jej namiastką, polegającą na sprawdzeniu, jak to będzie brzmiało „w praniu”. Efekt: nie brzmi wcale. Spróbujcie krzyknąć: Fumcia, qrwa, do nogi. Jak sądzicie, który element zdania najdźwięczniej przemówi do psa? W zasadzie pierwsze słowo można sobie całkiem darować.
Ale cóż. Dziękujmy za małe błogosławieństwa. Poprzedni piesek tej pani miał na imię Codina.

W świetle tego, co powyżej, pies na co dzień posługuje się imieniem Pieska.

Do Pieski mamy stosunek dość ambiwalentny. To ją lubimy, bo w sumie jest fajna i kochana, to znów nie cierpimy, bo charakteru nie ma łatwego. Efektem jest permanentna psia schiza, z której wynika nasza schiza, z której znów wynika psia schiza, i tak się to zapętla i eskaluje, aż przystajemy, bierzemy głęboki wdech i przypominamy sobie, że przecież to tylko mały piesek, który zaznał w życiu sporo złego, a nie jakaś złośliwa bestia, która uwzięła się zatruć życie nam. I przez chwilę znowu jest dobrze.

Wszystkie te problemy biorą się z różnicy między psami i kotami. Kot, jako istota, po prostu jest. Pies też jest, ale nie tylko: pies jest zadaniowy. Trzeba się nim interesować, wyprowadzać, wydawać mu polecenia, uczyć, oduczać, przyuczać, socjalizować, rozumieć, zachowywać się stadnie, zapewniać rozrywkę, przewodzić… Krótko mówiąc, samo kochanie nie wystarczy. Przydałaby się obszerna instrukcja obsługi. W porównaniu z czymś takim kot jest genialnie bezobsługowy.

To dlatego świat dzieli się na kociarzy i psiarzy. Są ludzie, którym psie interakcje odpowiadają  – lubią przewodzić, być w centrum czyjejś uwagi, być częścią stada. Jeśli nie rozumieją, choćby podświadomie, jak to działa, koegzystują z kanapowym potworem, który gryzie gości. Osoby takie jak ja i A nie znoszą żadnego rodzaju hierarchii w komunie. Męczą się i jako poddany, i jako władca. Jedyny rodzaj interakcji ze zwierzęciem, jaki daje nam satysfakcję, to dobrowolnie podjęte zobowiązanie opieki nad drugą, zależną od siebie istotą. Można chyba uznać, że to rodzaj służby. Pewnie stąd wzięło się powiedzonko, że pies ma pana, a kot personel.

Mówię sobie czasem, że zadaniem Pieski w naszym życiu jest nauczenie nas kochania pomimo. Pomimo tego, że jest niechcianym dzieckiem. Pomimo tego, że czasami przypomina nam swoją poprzednią właścicielkę (klasyczny przykład projekcji). Pomimo tego, że - choć staramy się z całych sił - nie zawsze jest z nami szczęśliwa.  


Mieszka więc z nami Pieska. I z całej naszej rodziny najbardziej kocha samochód. 

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

No bo to tak z tymi psami jest... Niefajne sa... A poprzednie wlascicielki jeszcze gorsze ;)

Unknown pisze...

Oj tam, jak to niefajne - a kto Cię obskakuje, jak z roboty wracasz? ;)

Anonimowy pisze...

Będzie moderacja? Oczywiście. Wszak pies rozpoznawalny w necie.

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/pieskie_solarium_115004-1-1-d-2-.html

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/fumcia_na_wesolo_117543.html

Unknown pisze...

Poprzedni Twój komentarz skasowałam, bo nie chciałam się wdawać w wojenkę na Twoim poziomie - moich Czytelników nie kręcą jatki. Ale skoro uparłaś się trollować, może przypomnę Ci, że poprzedniego psa uśpiłaś, bo pogryzł dziecko i grożono Ci sądem, a Fum chciałaś oddać do schroniska? I bardzo dziękuję za podpis - linki do Twoich artykułów z moimi zdjęciami.