Koty lubią spać w różnych
dziwnych miejscach – wie to chyba każdy, kto z kotami miał do czynienia. I
przeważnie miejsca te nie mają wiele wspólnego z wyznaczonymi przez ludzi
legowiskami. Możemy sobie do woli kupować drogie, wypasione budki (przeważnie kawałek
gąbki obciągniętej gównianym materiałem, który zostanie rozdrapany w tydzień),
drapaki za ciężkie tysiące z mnóstwem puchatych zakamarków i półek, a kot
i tak będzie wolał uwalić się w umywalce, na drukarce, w bieliźniarce, na naszym
jedynym fotelu. A nawet jeśli zainteresuje się nowym nabytkiem, to pourzęduje w
nim przez tydzień, a potem i tak pójdzie spać tam, gdzie nam najbardziej
przeszkadza. Nie miejmy mu tego za złe, kot po prostu już taki jest. I nie
kupujmy drogich gadżetów – większość cudów dostępnych w sklepach zoologicznych przemawia
raczej do ludzkiej niż kociej wyobraźni.
Zuzło, odkąd trochę bardziej
się udziela, cały dzień czatuje na mój „pracowy” fotel. Wcale się Zuzłu nie
dziwię, dziesięć lat mi zajęło wymyślenie, na czym mojemu tyłkowi jest
najwygodniej przez parę godzin siedzenia przy kompie. Tak więc, Zuzło łazi,
marudzi, straszy wszystkich i ogólnie zawraca gitarę, dopóki nie wstanę sobie
zrobić kawy – po powrocie zastaję na fotelu chrapiącego kota, którego muszę
delikatnie obudzić (bo obudzone gwałtownie robi minę a la „dramatic chipmunk”)
i przenieść na inne miejsce, na którym Zuzłu będzie niewygodnie. Na przykład na
jakąś byle kołdrę, poduszkę i tym podobne wynalazki dla plebsu. Taka ze mnie niedobra
pańcia.
Jakież więc było nasze
zdziwienie i zachwyt, kiedy całkiem niechcący udało się sprawić naszym
kotom domek, o który się kłócą i którego używają na zmianę już od roku – chyba nawet
mają jakiś grafik. Nie wiem, czy pasuje im zapach, zadaszenie czy po prostu kręci
je styl vintage – tak czy inaczej, strzał w dziesiątkę. Koci domek kosztował 15
zeta, wygląda fajowo, jest minimalistyczny, a na dodatek przyda się przy kolejnej przeprowadzce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz