sobota, 26 października 2013

Retro

Koty lubią spać w różnych dziwnych miejscach – wie to chyba każdy, kto z kotami miał do czynienia. I przeważnie miejsca te nie mają wiele wspólnego z wyznaczonymi przez ludzi legowiskami. Możemy sobie do woli kupować drogie, wypasione budki (przeważnie kawałek gąbki obciągniętej gównianym materiałem, który zostanie rozdrapany w tydzień), drapaki za ciężkie tysiące z mnóstwem puchatych zakamarków i półek, a kot i tak będzie wolał uwalić się w umywalce, na drukarce, w bieliźniarce, na naszym jedynym fotelu. A nawet jeśli zainteresuje się nowym nabytkiem, to pourzęduje w nim przez tydzień, a potem i tak pójdzie spać tam, gdzie nam najbardziej przeszkadza. Nie miejmy mu tego za złe, kot po prostu już taki jest. I nie kupujmy drogich gadżetów – większość cudów dostępnych w sklepach zoologicznych przemawia raczej do ludzkiej niż kociej wyobraźni.

Zuzło, odkąd trochę bardziej się udziela, cały dzień czatuje na mój „pracowy” fotel. Wcale się Zuzłu nie dziwię, dziesięć lat mi zajęło wymyślenie, na czym mojemu tyłkowi jest najwygodniej przez parę godzin siedzenia przy kompie. Tak więc, Zuzło łazi, marudzi, straszy wszystkich i ogólnie zawraca gitarę, dopóki nie wstanę sobie zrobić kawy – po powrocie zastaję na fotelu chrapiącego kota, którego muszę delikatnie obudzić (bo obudzone gwałtownie robi minę a la „dramatic chipmunk”) i przenieść na inne miejsce, na którym Zuzłu będzie niewygodnie. Na przykład na jakąś byle kołdrę, poduszkę i tym podobne wynalazki dla plebsu. Taka ze mnie niedobra pańcia.


Wbrew pozorom Zuzło na zdjęciu śpi. To pewnie jakaś sztuczka ze schroniska; może sądziło, że jeśli będzie udawać trupa, to je spuszczą w kiblu i odzyska wolność jak rybka Nemo. Przy koszmarnym bezdechu sennym, na jaki Zuzło cierpi, przynajmniej raz w tygodniu zdarza nam się podchodzić i szturchać palcem, żeby sprawdzić, czy to już. 

Ale wróćmy do tematu. Urządzając kotu miejsce do spania – takie, które zostanie zaakceptowane – trzeba pamiętać o jednej zasadzie: NIE MA ŻADNYCH ZASAD. Chyba jedyna cecha wspólna kocich legowisk jest taka, że nie są wykonane z gwoździ. I może jeszcze nie podskakują.

Jakież więc było nasze zdziwienie i zachwyt, kiedy całkiem niechcący udało się sprawić naszym kotom domek, o który się kłócą i którego używają na zmianę już od roku – chyba nawet mają jakiś grafik. Nie wiem, czy pasuje im zapach, zadaszenie czy po prostu kręci je styl vintage – tak czy inaczej, strzał w dziesiątkę. Koci domek kosztował 15 zeta, wygląda fajowo, jest minimalistyczny, a na dodatek przyda się przy kolejnej przeprowadzce.  


Brak komentarzy: