czwartek, 17 października 2013

Uroki kocierzyństwa

Miał być dalszy ciąg poradnika, będzie epizod na bieżąco o odkłaczaniu kota.

Otóż, Pitka się zatkała. Starzy kociarze wiedzą, o co cho, mniej świadomym wyjaśnię, że kot myjąc się zjada kłaki i czasem nie nadąża ich wydalać przodem lub tyłem, co jest niezbędne do jego działania (pamiętacie film Jak działa jamniczek? Nie? To sobie przypomnijcie – dzięki, wiesz kto J ) Najlepszym środkiem zapobiegawczym jest trawa (do podjadania, nie popalania), dużo ruchu w wykonaniu kota i – ewentualnie – odpowiednie dodatki do żarcia, typu pasty odkłaczające, olej i inne wynalazki, które dają poślizg, zależnie co kot lubi. 

Pitka, ostatnimi czasy nieruchawą będąc, przytkała się fest: z tyłu kota wylatuje wtedy dżyzda, z przodu trochę inna dżyzda urozmaicona „myszkami” i źdźbłami (bo trawa była, i owszem). Jeśli do jutra kotu nie przejdzie, zaczniemy się martwić, ale póki co wyprałam dywan (znowu) i postanowiłam koteczce pomóc pastą odkłaczającą. Może trochę późno, ale odrobina poślizgu nigdy nie zawadzi.

Pitka jest niejadkiem. Może to dziwne stwierdzenie w odniesieniu do grubego kota, ale takie są fakty: Pitka nie je. Niczego poza suchą karmą. No, może czasem po półgodzinnych tańcach i przymiarkach liźnie skrobię z tapioki o smaku tuńczyka. Ale poza tym nic – nul, zero. Ot, takie zaniedbanie z dzieciństwa. Pytanie: jak bez walki podać takiemu kotu porcję, niechby i małą, pasty odkłaczającej? Jest na to stary kociarski sposób: umazać pastą łapkę, wtedy kotek, jako czyste zwierzątko, szybciutko zliże lekarstwo i po kłopocie.

Nie w przypadku Pitki. Pasta be. Niedobra. Innym może i smakuje, ale Pitki past nie jedzą. Zaczynam godzić się z faktem, że prędzej czy później będę musiała kota jakimś cudem umyć z zaschniętego gluta. I pewnie zostanie plama, bo w końcu to słód buraczany.

Może jednak moja akcja przyniesie zamierzony skutek. Kot od godziny ucieka po całym domu przed własną brudną łapką, więc perystaltyka poprawi mu się na pewno. 

No dobra, idę trochę wygłaskać, może pozwoli się pomiziać po brzuchu...

Edit dzień później: Pomogło :) 

Brak komentarzy: