Bo okazało się, że to jednak
wojna i trzeba zejść w jeszcze głębsze okopy. Ech, Kiciu.
Wyjrzałam dziś przez okno
kuchenne (jak co pół godziny mniej więcej) i zobaczyłam, że na śmietniku
pojawiło się nowe fajne coś. Jakaś pufa czy inny mebelek, nawet z okuciami… Nie,
qźwa, mój styropianowy domek. Na nic krzaki i jarzębiny.
Zbiegłam do Pani Sprzątaczki i
pytam, czy nie mógłby zostać tam, gdzie stał (mam z Panią Sprzątaczką sztamę
poniekąd, bo czasem pomagam jej odśnieżać). A Pani Sprzątaczka na to:
- No ja się tak domyśliłam, że to
dla tych kotków-srotków (dosłowny cytat!) ale wie pani, ONA tu łazi i sprawdza,
i wie pani.
ONA, czyli antykocia
kierowniczka.
- No tak, rozumiem, z
kierowniczką się nie wygra. Jak pani ma mieć przez to kłopoty, to jasne, już
zabieram ten domek…
- No nie wygra się, ostatnio nas
opieprzała, że nie poodśnieżane (dla zobrazowania sytuacji dodam, że śnieg był
raz i przez parę godzin, i poodśnieżane było jak się dało, a waliło tak, że
nawet obwodnica była zamknięta przez policję – więc macie pojęcie, jaka to pani
kierowniczka).
- Trudno – mówię – kicia sobie
będzie musiała poradzić.
- A nie może pani tego upchnąć
tam pod balkony, za tamte krzaki? To ja bym mogła wtedy udawać, że nie widziałam,
bo tu się za bardzo rzuca w oczy. W razie czego powiem, że dopiero co ktoś postawił…
Okej – Pani Sprzątaczka wie
najlepiej, czego i gdzie może nie widzieć, a nie chcę, żeby miała przeze mnie
problemy. Podziękowałam pięknie, zabrałam domek i tyle. Następny, w ulepszonej
wersji (bo już mam pomysł), trafi pod balkony za krzaki, a kici się go „pokaże”
przy pomocy jakiejś pachnącej rybki. Na szczęście to dwa kroki dalej, może
pomysł chwyci.
A pani kierowniczce życzę, żeby
ją przeleciał parszywy kocur z cuchnącym pyskiem. W kolano, oczywiście J
PS. Długo się zastanawiałam, czy
walczyć o legalną siedzibę, ale kontrargumenty pozostają w mocy: jeśli się
panią kierowniczkę zgnoi na oficjalnej drodze, może po złości zrobić krzywdę
kotu, a przecież cały czas o kota tu chodzi. Kicia i bez domku ma spore szanse
w miarę spokojnie przetrwać zimę, bo ma jakieś tam schronienie, ma full wyżerki
(coraz więcej ludzi składa jej ofiary na śmietniku) i póki co nie ma
oficjalnych wrogów. I oby tak dalej. Być może wrócę do pomysłu upchnięcia
puchowej kurtki pod świerka – lepsze klika byle jakich schowków niż oficjalny brak
jakiegokolwiek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz