wtorek, 26 listopada 2013

Krokodyl Benio

Zuzło i banda nie mogą się doprosić o jakiegoś sensownego posta. Pańcia nie dość, że buduje jakieś domki dla jakichś brudnych kocic ze śmietnika, nie dość, że prowadzi drugie życie na sąsiednim blogu, gdzie nurza się w zimnej wodzie (ble), to jeszcze przyhołubiła sobie nowe Tamagochi w postaci śmieciowej społeczności na fejsbuku (edit: społeczności już nie ma; Przytul Śmiecia doczekało się 18 członków i po roku zawiesiło działalność) i już w ogóle nie będzie miała na nic czasu. Ani na zabawę sznurkiem, ani na głaskanie, ani na pierdzioszki na papugowym brzuszku, ani na gotowanie rosołków… Nie no, stop, rosołków pańcia nie gotuje, bo jest wege – rosołki to Ciocia Gosia. Jednym słowem pańcia jest coraz bardziej do niczego. Ostatnio nadaje się tylko do sprzątania kuwet. No ale dobra, żeby nie było. Chcecie bajki? Oto bajka:

Był sobie kiedyś Krokodyl Benio. Oczywiście był kotem – nie pisuję na tym blogu o krokodylach – ale miał potężną paszczę i straszne pazury, więc zdarzało mu się bywać krokodylem. Był wielki, czarny i samotny, i czasem trochę wredny, ale jak miał być miły, skoro całe dzieciństwo spędził u Jednej Głupiej Baby? Kiedy Benio trafił do mnie – jeszcze nie do Nas – minęło trochę czasu, zanim zaczęliśmy się dogadywać, bo rzucał się na łydki. A że zębiska i pazurzyska miał jak krokodyl… By rzec krótko: goście go nie lubili.

Przyszedł czas, że Benio stał się odrobinę za bardzo męski jak na domowe warunki (czytaj: zaczął lać po ścianach) i został wykastrowany. Ale nie martwcie się, nie licząc usunięcia nieprzyjemnych efektów zapachowych nie odebrało mu to ani odrobiny męskości. Kiedy życie podarowało mu harem w postaci trzech młodych, chętnych kić, szybciutko trzeba było wysterylizować również i je, bo – choć, jak to mawia A., Benio strzelał ślepakami – w domu działy się dantejskie sceny. Słyszeliście kiedyś odgłosy kociej miłości? Tak, tak, te upiory i strzygi drące się wiosną z podwórka to właśnie to. A teraz przenieście to w wyobraźni do małego mieszkania. Sąsiedzi musieli mieć niezłą zagwozdkę J

W tym czasie byłyśmy już My i powiększenie rodziny nie obyło się bez zgrzytów. A. z początku bała się Benia. Nie bez powodu. Po jednym z pierwszych beniowych „przytulasków” długo wyglądała jak heroinistka, która kłuła się na oślep we wszystkie możliwe żyły. Beniowa akupunktura okraszona malowniczymi krwiakami nie chciała zejść z przedramienia przez parę tygodni. Oj, Benio budził respekt. Nawet pies przywieziony w odwiedziny cofnął się w drzwiach na widok czarnego bydlaka z żółtymi ślepiami.

A. nie dała za wygraną – postanowiła, że się z nim zaprzyjaźni. I udało się. Chapeau bas, Kochanie. Niepostrzeżenie Krokodyl stał się jej ukochanym Beniutkiem. Bo rzeczywiście potrafił być słodki: zdarzało mu się wtulić w szyję i z głośnym mrukotem obślinić cały kołnierzyk. A Agresja? Przez parę lat trzymałyśmy w domu starą zimową kurtkę, która, jak ubranie policyjnego pozoranta, służyła A. do szarpaniny z Beniem. Uwielbiał to i rzucał się na brązowy rękaw jak wściekły pies, a nawet skuteczniej: psy nie używają łap do wypruwania flaków J Te bitwy były najlepszym ujściem dla jego energii.

Gorzej z ujściem dla tej innej energii J Po sterylizacji babińca Benio zaczął strzelać ślepakami w kolano. Oczywiście nie swoje.


Czarny bydlak z żółtymi ślepiami.


Benio odszedł od nas parę lat temu, dzień przed Wigilią. To były bardzo smutne święta. Chociaż właściwie tylko dla nas dwóch – bo Wiśka, Uma i Papuga odżyły, uwolnione od czarnego terrorysty. Radośnie brykały po domu, wreszcie nie bojąc się, że Beniowi się nie spodoba i spuści którejś wpierdol. I brykały tak sobie radośnie chyba z miesiąc, a potem przyszła Pitka J

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Niuniutek :( tesknie za Nim...

Unknown pisze...

No...

Unknown pisze...

i ta jego śmierdząca ślinka:) pieszczoch był:)

Unknown pisze...

to znaczy, nie to, żebym akurat za tą ślinką tak tęskniła:)

Unknown pisze...

(cholera, wyszło na to, że mam dziwne upodobania....:)))

Unknown pisze...

Hehe, rzeczywiście, obśliniał szyję na śmierdząco :) No taki był krokodyl, i już :)