czwartek, 5 grudnia 2013

Rety...

...to już czwartek. Koszmarnie zaniedbuję Zuzło, ale w realu roboty huk, a jakoś tak się namnożyło blogasków do ogarnięcia, że nie ogarniam. I wena coś siada - im bliżej zimy, tym bardziej. Normalka. Najchętniej wtuliłabym się w Papugę i poszła spać na parę dni, ale Papuga jest zarezerwowana dla Pitki i miejsca zostaje co najwyżej na pierdzioszka na łysym brzuchu. Coraz częściej przyłapuję się na myśli, że chciałabym być swoim własnym kotem.

Dzisiaj idzie na nas huragan. Martwię się o czarną kicię ze śmietnika, ale nic więcej nie mogę. Nakarmiłam rano, nakarmiłam wieczorem, żeby miała dużo energii, domek stoi jak stał, zabezpieczony przed wiatrem. Teraz pozostało tylko trzymać kciuki. Mam nadzieję, że wyglądając na wichurę nie zobaczę w pewnej chwili kota frunącego na wysokości pierwszego piętra. Może na wszelki wypadek nie będę wyglądać :) 

****
Zmiana tematu. Na gorsze. Dużo gorsze. Właśnie się dowiedziałam, że czarna seria trwa i do Psa Figi dołączyła Kotka Kama, kolejny członek rodziny i równie zasłużony jak Figa. Zresztą, czy to ważne... Zły Sąsiad uderzył niespodziewanie, jak każde zło tego świata - wszystko wskazuje na to, że została otruta. Jej ludzie są bardzo smutni. Ja też. 

Brak komentarzy: