czwartek, 2 stycznia 2014

Pogoda dla głuchych

Uzbierało się trochę zuzłowych zaległości, bo i dzieje się trochę, niekoniecznie ciekawie, raczej irytująco. Przede wszystkim dzieją się petardy, nieprzerwanie od paru nieładnych dni. I żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie jestem przeciwniczką profesjonalnych pokazów fajerwerków, bo to ładne, bezpieczne, przewidywalne i ograniczone czasowo. Cała reszta petard, tych dla ludu, moim skromnym zdaniem powinna zostać umieszczona w odbytach: w pierwszej kolejności producentów, w drugiej sprzedających, a co zostanie – kupujących. I oczywiście zdetonowana z wybiciem północy. Gdyby zastosować taką dyrektywę, w pierwszym roku byłoby trochę huku (mniejszego niż bez osłony) i smrodu, a w kolejnym byłby spokój. Tak, jestem brutalna, obrzydliwa i chcę zepsuć ludziom zabawę (i nawet nie wiem, czy w cudzysłów wstawić ludzi, czy zabawę). Mam to gdzieś, bo wy, ludzie, ze swoją zabawą jesteście tej jednej nocy winni tysięcy śmierci, traum, złamanych serc, i to nawet nie ze złej woli, a z najzwyklejszej głupoty. Strach pomyśleć, co by było, gdyby dodać do tego złą wolę.

A więc, drodzy miłośnicy petard, walcie się na cyce.

Okej, odezwa z głowy, spuściłam trochę pary po entym spacerze, na którym pies się NIE wysikał i z którego wrócił w postaci galarety. Precyzuję: mamy drugi stycznia, godzinę siedemnastą i z początku spacer zapowiadał się w porządku - dosłownie szłam na palcach, żeby coś nie pierdolnęło. Ale nie, qrwa, jeszcze komuś zostały zapasy. Kilkaset metrów od nas poszła w niebo seria tandetnych gwiazd, jakby tych prawdziwych było mało. Fum skowyczała przy każdym wybuchu. Ja też. Potem puściłam wiąchę na głos, dopóki nie zorientowałam się, że słyszy mnie jakaś przestraszona dziewczyna. Zaczynam dziwaczeć, wydzieram się sama do siebie.

Pies od paru dni chodzi naćpany, roztrzęsiony, głodny i niewysrany, a jeszcze dzisiaj na dokładkę głupie pańcie zafundowały mu czyszczenie zębów u weta. Umówione było wcześniej, trochę tego nie przemyślałyśmy – teraz nie wiem, czy pies się zachowuje  jak zombie z resztek narkozy, ze strachu przed resztkami petard, z bólu pyska czy po prostu stał się zombie i już nigdy się nie otrząśnie. Zobaczymy jutro. Przepraszam, Fumku. Nie porwało cię UFO, to była pani doktor. 

Wyrzut sumienia.

Z Zuzłem też była zabawa. Zaczęło się od tego, że rano w Sylwestra roztrzęsiony i drażliwy pies pokotłował się z Zuzłem, które zapewne sprowokowało go jakimś pacnięciem po nosie. Efekty były nieciekawe. Ze strony psa kilka złuszczonych kocich pazurów wbitych o ułamki milimetrów od oczu*, ze strony kota krwawe siuśki w kuwecie. Wystraszyłyśmy się nie na żarty. Do weta zdążyłyśmy na styk, kot dostał antybiotyk i coś rozkurczowego, po których to dragach znów poczuł się dziesięć lat młodszy, no i został umówiony na USG, na dziś.

Kurde, Zuzło jest naprawdę dzielne i cierpliwe. Trochę burczało, ale każdy by burczał, gdyby go rozciągnąć na jakimś madejowym łożu, ogolić mu brzuch, uciapać lodowatym żelem (w przychodni wysiadło ogrzewanie) i wymacać po cyckach obcym facetem (nowy doktor, całkiem fajny). Potem jeszcze zdjęcie RTG, też żadna frajda. Poza burczeniem kot nie użył żadnej innej broni, może z wyjątkiem smrodu z pyska. Tylko raz, korzystając z sekundy naszej nieuwagi, wdrapał się na mnie i wczepił tak, że cały żel wylądował na ukochanej pańci. Kurde, też mogłam sobie dać zrobić USG przy okazji, chociaż z drugiej strony to golenie brzucha…

I wszystko po to, by stwierdzić, że Zuzło ma nerki jak młódka, wątrobę zdrowszą niż my, jakiś jeden niegroźny guzek w śledzionie, jakiś być może polipek w pęcherzu i wielki żołądek pełen chrupek, które zasłoniły połowę narządów (hehe, myślałam, że to pęcherzyki płucne). Jednym słowem, zdrowe. Jak pieprzona ryba. A krwiste siuśki najprawdopodobniej były wynikiem stresu po kotłowaninie – podobno koty tak potrafią.

I to jest właśnie zagadka Zuzła. Wszelka diagnostyka wskazuje, że kot jest zdrowy – wręcz coraz zdrowszy – a zachowuje się i wygląda, jakby miał lada moment zejść. Właściwie dolegają mu tylko rozpaprane dziąsła. Wyjaśnienia przychodzą mi do głowy dwa: Zuzło albo naprawdę jest prastare, albo genialnie udaje takiego zdechlaka, bo wie, że dzięki temu ma przywileje. Tak czy inaczej, szacun, Zuza. Za te męki, za te bóle zrobię ci pierdzioszka na gołym brzuchu. 

Dla kontrastu - Zuzło przejęte petardami.

*Zuzło broni się jak jeżozwierz: haczykowate kolce pozostają w ofierze.

Brak komentarzy: