W poprzednim poście mieliście okazję
podziwiać naszą piękną, ekologiczną „choinkę” z gałęzi różnorakich drzew. Prawdziwa
choinka z bombkami, a choćby i nietłukącymi zabawkami, przy pięciu kotach
odpada – chyba rozumiecie, dlaczego. Pomijając już konieczność ściągania z niej
kotów (co zawsze kończy się bolesnymi dziurkami w rękach, bo i choinki, i
koty mocno kłują w takich okolicznościach) trzeba by co roku kupować nowe
dyndołki, bo większość się jakoś dziwnie… ehm, zużywa – przy czym można
obserwować rzadkie zjawisko kocio-psiej współpracy: koty zwalają różności z
górnych gałęzi, pies obrabia dolne plus to, co dostarczą mu koty. I zużywa. Wybitnym powodzeniem cieszyły się
ostatnio małe krasnoludki z kudłatymi bródkami. W związku z powyższym po kilku próbach dałyśmy sobie spokój z klasycznym drzewkiem.
Zielony bukiet został uzbierany w
lesie po ostatniej wichurze i oczywiście składa(ł) się z samych wiatrołomków. Gałązki
zostały wstawione do glinianego gara (też znajdy) i miały zostać jakoś
tam udekorowane, ale skończył nam się rozpęd i pozostały w stanie surowym. I
dobrze. Minimalistyczna prostota jest the best.
Od początku zaistnienia bukietu Zuzło
bardzo się nim interesowało. Nie miało daleko z tym interesowaniem, gdyż stroik
zamieszkał na Zuzła osobistej półce, w odległości metra od zuzłowego legowiska.
I choć Zuzło zwykle ma w nosie wszelkie nowe domowe zjawiska, sosnowe gałązki
jakoś wybitnie mu pachniały i były parę razy dziennie oglądane ze wszystkich stron.
- No popatrz, Kochanie, jak ta
Zuzka odżyła. Pewnie po tym zastrzyku – skomentowałam Zuzło,
po raz enty obwąchujące bukiet od dołu.
- Rzeczywiście, jakoś wyjątkowo
dobrze się czuje, takie ma żywe oczy – odparło Kochanie, patrząc na Zuzło wspinające się na
drukarkę, obok której bukiet wylądował. – Ty, co ona robi?
Przez chwilę mocno osłupiałe
obserwowałyśmy, jak Zuzło, nie zważając na trudy i nieprzyjemności, z ogromnym
samozaparciem gramoli się na bukiet od góry.
Nie zdążyłam złapać za aparat. Poniższe
zdjęcie zrobione jest minutę po. A szkoda. Mielibyście niepowtarzalną okazję
zobaczyć kota lejącego w świąteczny stroik.
1 komentarz:
hahaha:) Zuzieńka moja:) no rozwala mnie jak zwykle:)
Prześlij komentarz