piątek, 27 grudnia 2013

Zuzło olewa święta

W poprzednim poście mieliście okazję podziwiać naszą piękną, ekologiczną „choinkę” z gałęzi różnorakich drzew. Prawdziwa choinka z bombkami, a choćby i nietłukącymi zabawkami, przy pięciu kotach odpada – chyba rozumiecie, dlaczego. Pomijając już konieczność ściągania z niej kotów (co zawsze kończy się bolesnymi dziurkami w rękach, bo i choinki, i koty mocno kłują w takich okolicznościach) trzeba by co roku kupować nowe dyndołki, bo większość się jakoś dziwnie… ehm, zużywa – przy czym można obserwować rzadkie zjawisko kocio-psiej współpracy: koty zwalają różności z górnych gałęzi, pies obrabia dolne plus to, co dostarczą mu koty. I  zużywa. Wybitnym powodzeniem cieszyły się ostatnio małe krasnoludki z kudłatymi bródkami. W związku z powyższym po kilku próbach dałyśmy sobie spokój z klasycznym drzewkiem.

Zielony bukiet został uzbierany w lesie po ostatniej wichurze i oczywiście składa(ł) się z samych wiatrołomków. Gałązki zostały wstawione do glinianego gara (też znajdy) i miały zostać jakoś tam udekorowane, ale skończył nam się rozpęd i pozostały w stanie surowym. I dobrze. Minimalistyczna prostota jest the best.

Od początku zaistnienia bukietu Zuzło bardzo się nim interesowało. Nie miało daleko z tym interesowaniem, gdyż stroik zamieszkał na Zuzła osobistej półce, w odległości metra od zuzłowego legowiska. I choć Zuzło zwykle ma w nosie wszelkie nowe domowe zjawiska, sosnowe gałązki jakoś wybitnie mu pachniały i były parę razy dziennie oglądane ze wszystkich stron.

- No popatrz, Kochanie, jak ta Zuzka odżyła. Pewnie po tym zastrzyku – skomentowałam Zuzło, po raz enty obwąchujące bukiet od dołu.
- Rzeczywiście, jakoś wyjątkowo dobrze się czuje, takie ma żywe oczy – odparło Kochanie, patrząc na Zuzło wspinające się na drukarkę, obok której bukiet wylądował. – Ty, co ona robi?
Przez chwilę mocno osłupiałe obserwowałyśmy, jak Zuzło, nie zważając na trudy i nieprzyjemności, z ogromnym samozaparciem gramoli się na bukiet od góry.

Nie zdążyłam złapać za aparat. Poniższe zdjęcie zrobione jest minutę po. A szkoda. Mielibyście niepowtarzalną okazję zobaczyć kota lejącego w świąteczny stroik. 


1 komentarz:

Unknown pisze...

hahaha:) Zuzieńka moja:) no rozwala mnie jak zwykle:)