czwartek, 20 lutego 2014

Pilot do Zuzła

Nie muszę chyba wyjaśniać, do czego przydaje się laser w kocim domu. Trudno o lepszą zabawkę niż biegające światełko, kota można z jego pomocą przegonić po mieszkaniu, a przy tym pańcia nie musi się za specjalnie namachać rączką.

Nasze koty laserek uwielbiają, a raczej uwielbiały, dopóki nie wyczerpały się baterie. W laserku, oczywiście, nie w kotach. Jakoś nie mogłyśmy się zebrać do zakupu nowych, a w obecnie zajmowanym mieszkaniu, dużo mniejszym niż poprzednie, i tak nie ma się gdzie rozpędzić. Głupie, ludzkie myślenie – kot rozpędza się całkiem sprawnie po meblach, ścianach, a czasem i w okolicach sufitu, byle tylko miał co gonić. 

Na szczęście los nas wyręczył i Kochanie dostało nowy laserek od znajomego. Też kociarza. Kupował dla swojej kici, pomyślał i o naszych. Sweet, prawda?

Koty były (i są) zachwycone. Przypomniały sobie wszystkie stare sztuczki, a my przypomniałyśmy sobie, kto jak lubi się bawić, bo są subtelne różnice: Umik hopsa po kanapie, Wiśka gania długodystanswo po pokojach, Papuga najchętniej się zaczaja i atakuje znienacka, Pitka najchętniej przeszkadza Papudze. Siłą rzeczy postanowiłyśmy sprawdzić, jak na światełko zareaguje Zuzło.

Cóż, Zuzło chyba nigdy nie miało do czynienia z tak kosmiczną technologią. Stan Zuzła na widok laserka można oddać tylko jednym słowem: opętanie.

Kot, który do tej pory ledwie raczył poszurać papierkiem po podłodze, uprzejmie przyglądał się sznurkowi dyndającemu przed nosem a nagromadzoną energię (energię?) wyładowywał na pozostałych kotach, teraz fruwa po mieszkaniu, nie widząc nic i nikogo prócz czerwonego punktu, który należy dopaść choćby kosztem zawału. Naprawdę, na Zuzło trzeba uważać i dawkować mu wysiłek – wyobraźcie sobie osiemdziesięcioletnią babcię, która nagle zrywa się z kanapy i przebiega maraton, bo ktoś jej powiedział, że na mecie uściska Ojca Rydzyka.

Wiem, że kotów ganiających za laserkiem można się w necie naoglądać do nudności, ale my tu nie mówimy o normalnym, sprawnym, młodym kocie. Mówimy o bezzębnej, schorowanej staruszce, która przez ostatnie półtora roku biegała chyba tylko we śnie. 


Na filmie tego nie widać, bo po kilku rundkach główna bohaterka padła plackiem, ale najciekawsze jest to, co dzieje się po zniknięciu światełka. Reszta kotów wie, że to po prostu koniec zabawy. Zuzło nie wie. Zuzło musi zabić na śmierć. Zaczyna pilnować miejsca, gdzie światełko zniknęło. Po chwili pilnowania zaczyna się rozglądać i jak nawiedzone przeszukiwać okolicę. A potem znów czatuje. Trzeba sporo czasu, żeby zrezygnowało.

Tym sposobem laserek okazał się całkiem skutecznym pilotem do Zuzła. Teraz wystarczy mieć w dłoni to piekielne narzędzie, żeby kota dowolnie włączyć, przemieścić i wyłączyć. Do tej pory trzeba było Zuzło nosić z salonu do kuchni na przykład, bo zanim samo się wybrało, musiało ocenić, czy to aby bezpieczne i czy się opłaca. Teraz pędzi na oślep, nie zwracając uwagi na manewry wrogów. Nawet zajęte straszeniem Pitki daje się natychmiast przełączyć w tryb nieagresywny i porzuca zbrodnicze zamiary. Zuzia, może jeszcze będą z ciebie ludzie.

Przy okazji kilka porad. Gdybyście chcieli się bawić laserkiem z Waszymi kotami, uważajcie, żeby nie świecić po oczach – tak jak człowiekowi laser może uszkodzić im wzrok. Poza tym nie przesadzajcie: kotu bardzo trudno jest się oprzeć biegającemu światełku i sam zrezygnuje dopiero kiedy będzie już półżywy ze zmęczenia. Niewysportowany zwierzak będzie po takiej szalonej zabawie cierpiał jak my po zbyt intensywnym treningu, a jeśli ma jakieś schorzenia, może to być dla niego niebezpieczne. A więc z umiarem, kochani. Kiedy przestać? Jest prosta wskazówka: zdrowy kot, kiedy jest zmęczony, kładzie się na boku. To znak, że ma dość zabawy. Jeśli zostało mu jeszcze trochę pary, położy się co najwyżej na brzuchu, żeby szybciej wystartować.

W przypadku kłopotów z oddychaniem, na przykład przy astmie, kot przybiera charakterystyczną pozę: siada przycupnięty na brzuchu, podparty na przednich łapach tak, jakby chciał ścisnąć sobie boki łokciami, z głową wysuniętą do przodu. Wbrew pozorom kot przysiada w ten sposób na dłużej tylko wtedy, kiedy trudno mu się oddycha. No i widać, jak pracują mu boki. Czasem przy tym kaszle albo charczy. Jeśli Wasz kot tak wygląda, koniecznie weźcie go do weta. 

Brak komentarzy: