Nie muszę chyba wyjaśniać, do
czego przydaje się laser w kocim domu. Trudno o lepszą zabawkę niż biegające
światełko, kota można z jego pomocą przegonić po mieszkaniu, a przy tym pańcia nie
musi się za specjalnie namachać rączką.
Nasze koty laserek uwielbiają, a raczej
uwielbiały, dopóki nie wyczerpały się baterie. W laserku, oczywiście, nie w
kotach. Jakoś nie mogłyśmy się zebrać do zakupu nowych, a w obecnie zajmowanym
mieszkaniu, dużo mniejszym niż poprzednie, i tak nie ma się gdzie rozpędzić.
Głupie, ludzkie myślenie – kot rozpędza się całkiem sprawnie po meblach,
ścianach, a czasem i w okolicach sufitu, byle tylko miał co gonić.
Na szczęście los nas wyręczył i
Kochanie dostało nowy laserek od znajomego. Też kociarza. Kupował dla swojej
kici, pomyślał i o naszych. Sweet, prawda?
Koty były (i są) zachwycone.
Przypomniały sobie wszystkie stare sztuczki, a my przypomniałyśmy sobie, kto
jak lubi się bawić, bo są subtelne różnice: Umik hopsa po kanapie, Wiśka gania długodystanswo
po pokojach, Papuga najchętniej się zaczaja i atakuje znienacka, Pitka najchętniej
przeszkadza Papudze. Siłą rzeczy postanowiłyśmy sprawdzić, jak na światełko zareaguje
Zuzło.
Cóż, Zuzło chyba nigdy nie miało
do czynienia z tak kosmiczną technologią. Stan Zuzła na widok laserka można
oddać tylko jednym słowem: opętanie.
Kot, który do tej pory ledwie
raczył poszurać papierkiem po podłodze, uprzejmie przyglądał się sznurkowi
dyndającemu przed nosem a nagromadzoną energię (energię?) wyładowywał na
pozostałych kotach, teraz fruwa po mieszkaniu, nie widząc nic i nikogo prócz czerwonego
punktu, który należy dopaść choćby kosztem zawału. Naprawdę, na Zuzło trzeba
uważać i dawkować mu wysiłek – wyobraźcie sobie osiemdziesięcioletnią babcię,
która nagle zrywa się z kanapy i przebiega maraton, bo ktoś jej powiedział, że
na mecie uściska Ojca Rydzyka.
Wiem, że kotów ganiających za
laserkiem można się w necie naoglądać do nudności, ale my tu
nie mówimy o normalnym, sprawnym, młodym kocie. Mówimy o bezzębnej, schorowanej
staruszce, która przez ostatnie półtora roku biegała chyba tylko we śnie.
Na filmie tego nie widać, bo po kilku
rundkach główna bohaterka padła plackiem, ale najciekawsze jest to, co dzieje się
po zniknięciu światełka. Reszta kotów wie, że to po prostu koniec zabawy. Zuzło
nie wie. Zuzło musi zabić na śmierć. Zaczyna pilnować miejsca, gdzie światełko zniknęło. Po chwili
pilnowania zaczyna się rozglądać i jak nawiedzone przeszukiwać okolicę.
A potem znów czatuje. Trzeba sporo czasu, żeby zrezygnowało.
Tym sposobem laserek okazał się całkiem
skutecznym pilotem do Zuzła. Teraz wystarczy mieć w dłoni to piekielne
narzędzie, żeby kota dowolnie włączyć, przemieścić i wyłączyć. Do tej pory
trzeba było Zuzło nosić z salonu do kuchni na przykład, bo zanim samo się
wybrało, musiało ocenić, czy to aby bezpieczne i czy się opłaca. Teraz pędzi na
oślep, nie zwracając uwagi na manewry wrogów. Nawet zajęte straszeniem Pitki
daje się natychmiast przełączyć w tryb nieagresywny i porzuca zbrodnicze
zamiary. Zuzia, może jeszcze będą z ciebie ludzie.
Przy okazji kilka porad. Gdybyście
chcieli się bawić laserkiem z Waszymi kotami, uważajcie, żeby nie świecić po
oczach – tak jak człowiekowi laser może uszkodzić im wzrok. Poza tym nie przesadzajcie: kotu bardzo trudno jest się oprzeć biegającemu światełku i sam
zrezygnuje dopiero kiedy będzie już półżywy ze zmęczenia. Niewysportowany
zwierzak będzie po takiej szalonej zabawie cierpiał jak my po zbyt intensywnym
treningu, a jeśli ma jakieś schorzenia, może to być dla niego niebezpieczne. A
więc z umiarem, kochani. Kiedy przestać? Jest prosta wskazówka: zdrowy kot, kiedy
jest zmęczony, kładzie się na boku. To znak, że ma dość zabawy. Jeśli zostało
mu jeszcze trochę pary, położy się co najwyżej na brzuchu, żeby szybciej wystartować.
W przypadku kłopotów z
oddychaniem, na przykład przy astmie, kot przybiera charakterystyczną pozę: siada
przycupnięty na brzuchu, podparty na przednich łapach tak, jakby chciał ścisnąć
sobie boki łokciami, z głową wysuniętą do przodu. Wbrew pozorom kot przysiada w ten sposób na dłużej tylko wtedy, kiedy trudno mu się oddycha. No i widać, jak
pracują mu boki. Czasem przy tym kaszle albo charczy. Jeśli Wasz kot tak
wygląda, koniecznie weźcie go do weta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz