poniedziałek, 10 lutego 2014

Siedząca na kotach

Jak by tu zacząć? Otóż jestem dziś (i wczoraj, i jutro) na gościnnych występach u pewnych gościnnych kotów, pomyślałam sobie więc, że miło będzie, jeśli i one gościnnie wystąpią na zuzłowym blogasku. A przy okazji zrobię komuś niespodziankę. Mam nadzieję, że się ucieszysz, M, bo wiem, że tęsknisz.  

Kotów owych mamusia, a zarazem od jakiegoś czasu jedyna żywicielka, na parę dni wyjechała na gościnne występy do całkiem innego miasta, a przecież nie mogły zostać same, dziewczynki biedulinki. Ale do rzeczy.

Koty są trzy i mają na imię Ryba, Żaba i Mysz. No dobra, tak naprawdę to Rybka, Żabka i Myszka, ale chciałam, żebyście je na dzień dobry potraktowali poważnie, bo to poważne koty są. Zacznę może od Rybki, która jest najbardziej wyluzowana i pierwsza się ze mną zaprzyjaźniła. A właściwie nie tyle ze mną, co z moim wędkarskim krzesełkiem, które przywiozłam ze sobą jako tron roboczy (tak, mam takie zboczenie, że wożę się w gości z własnym krzesłem.)

I co, myślisz, że sobie tu usiądziesz? 

No nie rób mi tego, daj buzi.

Dobra, złaź, już się nasiedziałaś.

Kiedy Rybkę udało się wyprosić z krzesełka, poszła się troszeczkę obrazić…


…ale chyba nie za bardzo, bo w środku nocy wpełzła mi pod kołdrę, opełzła mnie dookoła, przepełzła po brzuchu po czym wypełzła na powietrze i – całkiem już obudzonej – namruczała w nos. Rano, po przebudzeniu, przywitał mnie taki oto widok przed samą twarzą J


Teraz trochę o Myszce. Myszka jest koteczką bardzo nieśmiałą i nie narzucającą się, być może z racji lekkiej niepełnosprawności – brak jej części tylnej łapki. Wiedząc, że uciekanie nie idzie jej zbyt szybko, woli się ewakuować zawczasu, dopóki się nie przekona z kim ma do czynienia. Lody przełamało – a jakże – krzesełko

Myszka prezentuje się na nim wyjątkowo atrakcyjnie 
z racji dopasowania kolorystycznego.

Na drugi ogień poszedł mój prywatny kocyk.

Myszka prezentuje się na nim wyjątkowo atrakcyjnie 
z racji interesującego kontrastu.

I tak już Myszce zostało, również w nocy, choć kocyk zaległ na mojej osobie. A tak w ogóle to zauważyliście, jak śliczna jest Myszka? Nie? No to jeszcze raz:

Myszka prezentuje się wyjątkowo atrakcyjnie 
na dowolnym tle.

And last, but not least – Żaba.


Ooo, z Żabą nie tak łatwo. Żaba ma swoje lata. Żaba swoje wie. Żaba nie da się przekupić byle krzesłem czy szmatą. Żaba ma swoją poduszkę na komodzie i co jej tam jakieś podejrzane meble. A to nowe podawadło do żarcia, które kręci się po domu, wcale nie jest takie fajne. Bez przerwy chodzi z aparatem i chwili spokoju nie daje. Permanentna inwigilacja.

Paparazzo!

Nawet jak siądę w pudełku, to za mną lezie i pstryka. I pstryka. I pstryka. I trzeba je porządnie osyczeć, żeby się odczepiło.


Ale wiecie co? Ja chyba rozpracowałam Żabę. To wcale nie tak, że jest niegościnna. Żaba się po prostu wstydzi. Czego? A tego, że będąc mocno nerwową kicią zlizała sobie całe futerko z tylnych nóg. Być może to świństwo z mojej strony, że to napiszę, ale wygląda z tą łysą rufą jakby była bez majtek. Mnie to nie robi, ale jej na pewno. To trochę jak z pijakiem z Małego Księcia. Dlaczego zlizujesz sobie futerko? Bo się wstydzę. Ale czego się wstydzisz? A tego, że mam zlizane futerko.

Pogodziłam się z tym, że Żaba nie będzie moją przyjaciółką od pierwszego wejrzenia, chociaż przyznam, że moja kociomamina próżność trochę na tym ucierpiała. Ale cóż, Żaba nie musi mi spać na głowie. Zresztą, może to i lepiej, bo to duża Żaba.

Dobra, to tyle o kotach, pozostało do przedstawienia jeszcze jedno zwierzątko, bardzo biedne, bo nie mieszka w domu, tylko w zamykanej części wspólnego z sąsiadami korytarza, pod stolikiem. I obstawiam, że wyrzucił je z domu właśnie któryś z tych sąsiadów. Ludzie jednak potrafią być bez serca. Zwierzątko – chyba piesek, bo w półmroku trudno mi ocenić – jest bardzo nieśmiały, pozwolił sobie zrobić tylko jedno marne zdjęcie, a i na nim nie pokazał pyszczka. Bo zapewniam, że ma pyszczek – udało mi się go podejrzeć, kiedy sądził, że nikt go nie widzi. Siada wtedy przy szybie i smętnie wygląda na klatkę schodową. Biedny piesku, nawet nie wiem, jak masz na imię!


Aa, M oczywiście to wie, i nikt lepiej od niej, ale niewtajemniczonym muszę wyjaśnić tytuł. Spytacie, co znaczy "siedząca na kotach"? A jak inaczej przetłumaczyć "catsitter"? 

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Ach! Ale mi milo! :-) Dziekuje! Sliczne zdjecia. Tekst jak zwykle usmial mnie (a zabieranie krzesla w podroze czuje calem sercem mem, albowiem ja bym najchetniej zabierala wszedzie cala lazienke. Wlasna. I kuchnie w sumie tez.)
Z cyklu: Czy wiecie, ze?... Zrobienie zdjecia, na ktorym Rybulisia nie wyglada jak przesuniete w fazie, dwuglowe niewiadomoco to sztuka. Udalo Ci sie przecudownie! :-)
Co do Myszuni, to ona czasem robi "kotka bez nozki", hopsa na trzech, zeby wzbudzic wspolczucie, a potem nagle dla kaprysu whopsa sobie na gore regalu ;-) Na Zabe jest cytat z dziela kinematografii polskiej: "Mam cie glaskac czy nie glaskac? Tak! Nie! Nie wiem..." Zaba po prostu nie wie. Nie wazne, czyja reka, kazdy moze doznac ukaszenia. Na szczescie Zabsko nie jest jadowite. Jest za to duze i puchowe. A jak rozdawali oczy, to stanelo w kolejce z pluszowymi misiami (pewnie przez to gdzies tam jest mis, co ma kocie oczy).
Dzieki za ten feli(n)eton ;-) Sciskam! /M.

Unknown pisze...

ale ślicznoty:) a jedna ładniejsza od drugiej:)

Unknown pisze...

Prawda? :)