wtorek, 11 marca 2014

Trzymajcie kciuki

Zuzło trochę niedomaga. Jedyną częścią jego ciała, która nie chce się podporządkować odwróconemu biegowi czasu, są zęby. Coraz z nimi gorzej – górny kieł przybrał niezbyt ciekawą, sinobrązową barwę, trzonowce, które zostały oszczędzone przy ostatniej „sanacji jamy ustnej”, są tak zakamieniałe, że powodują nieustanne zapalenie dziąseł. Zuzło dzielnie rzuca się na chrupki, ale ostatnio żadna już nie ląduje w brzuchu – zostają wyplute dookoła miski, czy raczej same wypadają z obolałego dzioba. Z kawałkami mięsa też marnie – Zuzłu pozostała mokra karma, i to uciapciana widelcem. Na co Zuzło oczywiście wcale nie narzeka – wciąga ciapkę aż miło.


Pojechało więc Zuzło do weta. Wczora, z wieczora. Żal mi go strasznie, bo każda wizyta oznacza kłucie, międlenie i strach, i teraz nie było inaczej, chociaż nasza Pani Doktor jest bardzo delikatna i kompetentna. Wdzianko z napisem Dr. Mouse zobowiązuje (prezent od współpracowników, hiehie ;) Niemniej, Dr. Mouse musiała Zuzłu pogrzebać igłą w żyle, żeby utoczyć krwi do badania; dzisiaj się dowiemy, czy Zuzło nadaje się do operacji. Jeśli tak, niestety w piątek straci kolejne zęby – będzie cud, jeśli mu jakieś zostaną. Cóż, przynajmniej będzie symetryczne na twarzy. 

Pamiątkowe zdjęcie z resztką uzębienia -
sławetny krzywy ryj. 

Brak komentarzy: