Zuzło trochę niedomaga. Jedyną częścią jego ciała, która nie
chce się podporządkować odwróconemu biegowi czasu, są zęby. Coraz z nimi gorzej
– górny kieł przybrał niezbyt ciekawą, sinobrązową barwę, trzonowce, które
zostały oszczędzone przy ostatniej „sanacji jamy ustnej”, są tak
zakamieniałe, że powodują nieustanne zapalenie dziąseł. Zuzło dzielnie rzuca
się na chrupki, ale ostatnio żadna już nie ląduje w brzuchu – zostają wyplute
dookoła miski, czy raczej same wypadają z obolałego dzioba. Z kawałkami mięsa
też marnie – Zuzłu pozostała mokra karma, i to uciapciana widelcem. Na
co Zuzło oczywiście wcale nie narzeka – wciąga ciapkę aż miło.
Pojechało więc Zuzło do weta. Wczora, z wieczora. Żal mi go
strasznie, bo każda wizyta oznacza kłucie, międlenie i strach, i teraz nie było
inaczej, chociaż nasza Pani Doktor jest bardzo delikatna i kompetentna.
Wdzianko z napisem Dr. Mouse zobowiązuje (prezent od współpracowników, hiehie ;) Niemniej,
Dr. Mouse musiała Zuzłu pogrzebać igłą w żyle, żeby utoczyć krwi do badania;
dzisiaj się dowiemy, czy Zuzło nadaje się do operacji. Jeśli tak, niestety w
piątek straci kolejne zęby – będzie cud, jeśli mu jakieś zostaną. Cóż,
przynajmniej będzie symetryczne na twarzy.
Pamiątkowe zdjęcie z resztką uzębienia -
sławetny krzywy ryj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz