poniedziałek, 21 października 2013

And last, but not least...

Wisia. Cóż można napisać o kotce, która jest idealna? Najgrzeczniejsze dzieci zawsze jakoś najmniej zapadają w pamięć i często się zdarza, że wcale nie są najbardziej kochane… Ale to w ludzkim świecie, bo w naszym kociastym wszystkie są kochane po równo.

Wisia też kocha, i to mocno. Kiedy nie śpi, czeka, aż Zuzło zniknie w jakiejś dziurze, i przychodzi się przytulać. Aż się ślini od tego przytulania. Jest może tylko jeden mały kłopocik: miłość Wisi jest kłująca. Gdyby Wisi dać do kochania dmuchaną lalę, cieszyłaby się nią ze trzy sekundy. Na szczęście z żywych ludzi powietrze i inne płyny newtonowskie nie uchodzą tak łatwo – Wisia może sobie dziurkować do woli i nie robi jej, że odpowiedzią na jej pomruki są różne syki i wykrzykniki.

Wisia ma nietypowe jak na kota hobby, a mianowicie ogrodnictwo. Każda nowa skrzynka balkonowa jest witana z wielkim entuzjazmem. I każdej wiosny jest to samo: ja, zachęcona aurą, wmawiam sobie, że tym razem uda mi się zabezpieczyć uprawy, a Wisia stwierdza, że mimo wszystko zna się na tym lepiej ode mnie, rozkopuje świeżutką ziemię, wywala z niej wszelkie roślinki (bo co to za jakieś fanaberie, żeby kotu skrzynkę bazylią zaśmiecać) po czym sadzi w niej klocka.

Klocków przybywa, podlewanych kocim sposobem, temperatura rośnie, jak to wiosną. Kiedy smród zaczyna nas przerastać, a w skrzynkach ciągle nic nie wschodzi, polka zaczyna się od początku. I nie pomaga kuweta tuż obok, nie pomagają żadne siatki, patyczki, kamyczki. Wisia umie rozmontować wszelkie zeriby i zasieki i ma z tego frajdę. Ne pomaga wieszanie skrzynek na poręczy; musiałyby chyba wisieć dnem do góry.

Hmm, poszła już? 

Równie dobry jest śnieg. Świeżutki i puchowy, owszem, ale najfajniejsza jest wielka zaspa w kącie, która powstaje każdej zimy, bo wyrzucać śniegu się nie da z powodu siatki zabezpieczającej. Oczywiście zaspa służy tym samym celom, co skrzynki – kicia przy każdej okazji radośnie wytapia w niej żółte dziurki (klocków nie stawia, bo to za długo trwa i zimno w łapki). Potem kolejna warstwa śniegu, kolejne dziurki i tak aż do wiosny, kiedy to pierwsze ciepełko usuwa biały wypełniacz, zostawiając samo żółte. Wierzcie mi, skuwanie tego to niezła zabawa. Po co skuwać, spytacie? No cóż, wolałabym nie tłumaczyć się sąsiadom z dołu, dlaczego ich pościel wywieszoną na pierwsze wiosenne słońce zalały kocie szczochy.

Luv ya, Wisiaczku J

Brak komentarzy: