Wisia. Cóż można napisać o
kotce, która jest idealna? Najgrzeczniejsze dzieci zawsze jakoś najmniej zapadają
w pamięć i często się zdarza, że wcale nie są najbardziej kochane… Ale to w
ludzkim świecie, bo w naszym kociastym wszystkie są kochane po równo.
Wisia też kocha, i to mocno.
Kiedy nie śpi, czeka, aż Zuzło zniknie w jakiejś dziurze, i przychodzi się
przytulać. Aż się ślini od tego przytulania. Jest może tylko jeden mały
kłopocik: miłość Wisi jest kłująca. Gdyby Wisi dać do kochania dmuchaną lalę, cieszyłaby
się nią ze trzy sekundy. Na szczęście z żywych ludzi powietrze i inne płyny newtonowskie
nie uchodzą tak łatwo – Wisia może sobie dziurkować do woli i nie robi jej, że odpowiedzią na jej pomruki są różne syki i wykrzykniki.
Wisia ma nietypowe jak na
kota hobby, a mianowicie ogrodnictwo. Każda nowa skrzynka balkonowa jest witana
z wielkim entuzjazmem. I każdej wiosny jest to samo: ja, zachęcona aurą, wmawiam
sobie, że tym razem uda mi się zabezpieczyć uprawy, a Wisia stwierdza, że mimo wszystko
zna się na tym lepiej ode mnie, rozkopuje świeżutką ziemię, wywala z niej
wszelkie roślinki (bo co to za jakieś fanaberie, żeby kotu skrzynkę bazylią zaśmiecać)
po czym sadzi w niej klocka.
Klocków przybywa, podlewanych
kocim sposobem, temperatura rośnie, jak to wiosną. Kiedy smród zaczyna nas
przerastać, a w skrzynkach ciągle nic nie wschodzi, polka zaczyna się od
początku. I nie pomaga kuweta tuż obok, nie pomagają żadne siatki, patyczki,
kamyczki. Wisia umie rozmontować wszelkie zeriby i zasieki i ma z tego frajdę. Ne pomaga
wieszanie skrzynek na poręczy; musiałyby chyba wisieć dnem do góry.
Równie dobry jest śnieg. Świeżutki i puchowy, owszem, ale najfajniejsza jest wielka zaspa w kącie, która powstaje
każdej zimy, bo wyrzucać śniegu się nie da z powodu siatki zabezpieczającej.
Oczywiście zaspa służy tym samym celom, co skrzynki – kicia przy każdej okazji radośnie wytapia w niej żółte dziurki (klocków nie stawia, bo to za
długo trwa i zimno w łapki). Potem kolejna warstwa śniegu, kolejne dziurki i
tak aż do wiosny, kiedy to pierwsze ciepełko usuwa biały wypełniacz,
zostawiając samo żółte. Wierzcie mi, skuwanie tego to niezła zabawa. Po co
skuwać, spytacie? No cóż, wolałabym nie tłumaczyć się sąsiadom z dołu, dlaczego ich
pościel wywieszoną na pierwsze wiosenne słońce zalały kocie szczochy.
Luv ya, Wisiaczku J
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz