poniedziałek, 18 listopada 2013

Jesień

Dawno nie było o Zuzłu, a przecież to jego blog.

Sytuacja domowa zmienia się ukradkiem i ciężko nam się zdecydować, czy na lepsze, czy nie. Lepiej jest pod tym względem, że Zuzło coraz mniej zagraża. Przestało być naczelnym strachem, a wręcz samo jest straszone. Pitka nauczyła się stawiać własne pole siłowe w progu salonu; stróżuje na fotelu przy drzwiach i przekroczenie przez Zuzło niewidzialnej bariery karane jest natychmiastowym nalotem na zuzłowy kwadratowy łeb. Kiedy więc Zuzło chce pobyć z ludźmi i posiedzieć w salonie w ulubionym kącie, musi się teleportować na naszych rękach.

Wisia, Uma i Papuga z przyzwyczajenia jeszcze rozglądają się niepewnie po ciemnych zakamarkach, ale w zasadzie nie mają się już czego bać, bo Zuzło nie atakuje.

A czemu to źle? Otóż, Zuzło nie atakuje, bo jest go coraz mniej. Nie cieleśnie. Nie – w tym aspekcie go nie ubywa. Ale coraz więcej czasu spędza na przedmieściach tamtego świata, śpiąc jak kamień przez 23 godziny na dobę. Wstaje tylko na chwilę, zjeść, wydalić i pomruczeć.  

Budzimy Zuzło na siłę, żeby się spionizowało na cztery łapy, bo inaczej zaczną mu wysiadać narządy wewnętrzne (z mięśniami już i tak jest marnie, coraz trudniej wywindować się ponad poziom podłogi) i wmawiamy sobie, że Zuzło śpi tak dużo, bo jest jesień.

Odprowadziłam na Drugą Stronę już kilka zwierzaków, ale nigdy nie działo się to tak powoli i niepostrzeżenie. Ciągle mam wrażenie, że Zuzło jeszcze nas zaskoczy, dożyje wiosny i wstanie jak nowe. Ale tak naprawdę życzenie mam tylko jedno – żeby to się stało tak, jak się dzieje. Niepostrzeżenie. Któregoś dnia pogłaszczę Zuzło po tym jego kanciastym czerepie, a ono nie zamruczy.

I oby każdy zwierzak miał tak dobry koniec. 

Brak komentarzy: