wtorek, 28 stycznia 2014

Pitka

Ostatnio na blogu było trochę smętnie przez te wszystkie Hanie, Marcele, zgubione bezimienne psiaki – przeklęty zimowy blues. Ale, choć kondycja dookolnego świata nie nastraja zbyt pozytywnie, nie wolno się poddawać zjazdowym klimatom. Idzie odwilż: Hania dzielnie przetrwała mrozy, Marcel ma swoją przyjaciółkę, na którą może liczyć, zgubiony piesek przestał się kręcić po okolicy, więc należy zakładać, że dał się złapać i teraz śpi gdzieś w cieple, przy pełnej misce. A na odpędzenie zwierzęcych smutków jest jeden niezawodny sposób, a mianowicie…

Haha! Mam Was! Oglądamy Fotki Pitki!

Jednym z milszych zajęć, jakie można sobie wymyślić, jest fotografowanie kotów. W naszym domu aparat zawsze leży pod ręką, by można go było szybko złapać i urządzić jakieś małe pstrykanko, kiedy akurat ktoś robi coś śmiesznego. I jakoś tak się składa, że tym kimś zawsze jest Pitka. Reszta kotów, choć kochana, jest po prostu zwyczajna (nie licząc Zuzła, oczywiście) – przeważnie siedzą, leżą, stoją i wyglądają jak… cóż, jak koty. Ile można oglądać kotów w necie? A nawet jeśli robią coś zabawnego, trwa to ułamek sekundy i na zdjęciu i tak nie wygląda zabawnie.

Natomiast inwencja Pitki nie zna granic. Właśnie odgrzebałam jedną taką starą sesję, na której Pitka bawi się w… No właśnie, w co?




Jaki interes ma kot w pakowaniu twarzy do koszyczka na piwo i udawaniu, że krzesło chce go zjeść? Zapewniam: choć wygląda to dwuznacznie, kot robił to z własnej i nieprzymuszonej woli, a kiedy mu się znudziło, bez kłopotu wyjął ryjek z siatki. By sprawdzić, czy z drugiej strony będzie równie fajnie. 


Cóż, są koty i koty. 

Masz coś do mnie? 


Brak komentarzy: