Ostatnio na blogu było trochę
smętnie przez te wszystkie Hanie, Marcele, zgubione bezimienne psiaki –
przeklęty zimowy blues. Ale, choć kondycja dookolnego świata nie nastraja zbyt
pozytywnie, nie wolno się poddawać zjazdowym klimatom. Idzie odwilż: Hania
dzielnie przetrwała mrozy, Marcel ma swoją przyjaciółkę, na którą może liczyć,
zgubiony piesek przestał się kręcić po okolicy, więc należy zakładać, że dał
się złapać i teraz śpi gdzieś w cieple, przy pełnej misce. A na odpędzenie
zwierzęcych smutków jest jeden niezawodny sposób, a mianowicie…
Haha! Mam Was! Oglądamy Fotki
Pitki!
Jednym z milszych zajęć, jakie
można sobie wymyślić, jest fotografowanie kotów. W naszym domu aparat zawsze
leży pod ręką, by można go było szybko złapać i urządzić jakieś małe pstrykanko,
kiedy akurat ktoś robi coś śmiesznego. I jakoś tak się składa, że tym kimś
zawsze jest Pitka. Reszta kotów, choć kochana, jest po prostu zwyczajna (nie
licząc Zuzła, oczywiście) – przeważnie siedzą, leżą, stoją i wyglądają jak…
cóż, jak koty. Ile można oglądać kotów w necie? A nawet jeśli robią coś
zabawnego, trwa to ułamek sekundy i na zdjęciu i tak nie wygląda zabawnie.
Natomiast inwencja Pitki nie zna
granic. Właśnie odgrzebałam jedną taką starą sesję, na której Pitka bawi się w…
No właśnie, w co?
Jaki interes ma kot w pakowaniu
twarzy do koszyczka na piwo i udawaniu, że krzesło chce go zjeść? Zapewniam:
choć wygląda to dwuznacznie, kot robił to z własnej i nieprzymuszonej woli, a
kiedy mu się znudziło, bez kłopotu wyjął ryjek z siatki. By sprawdzić, czy z
drugiej strony będzie równie fajnie.
Cóż, są koty i koty.
Masz coś do mnie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz