niedziela, 23 marca 2014

Bezsenność z dala od Seattle

Wiecie co? Chciałabym się wyspać. Tak po prostu, jednym cięgiem i bez atrakcji. Spokojnie dospać – bo ja wiem – do ósmej rano. I nie mówię tu o dniach roboczych, kiedy normalne jest, że dorosły człowiek wstaje grubo wcześniej. Nie mówię też o wiosno-lecie, kiedy pogodny świt wyrywa mnie z łóżka i wygania na dwór, choćbym sobie obiecywała, że wreszcie się wypiecuszę na wszystkie boki. Mówię o przykładowej sobocie lub niedzieli o dowolnej porze roku i przeciętnej pogodzie, kiedy to rozsądny człowiek śpi jak kamień od wieczora do rana i budzi się WYPOCZĘTY. Dlaczego nie jest mi to dane? A dlatego, że…

…jeśli sądzisz, człeku, że biorąc do domu zwierzaka po prostu bierzesz do domu zwierzaka, jesteś w błędzie. Szczególnie jeśli chodzi o kota. A już wybitnie jeśli chodzi o pięć kotów. Jak to było? Kot w dom, budzik w dom. I każdy z naszych kotów ma swoją ulubioną porę i metodę zawracania gitary po nocy. Już samo układanie się do snu bywa problematyczne, bo trzeba zawalczyć o miejsce i możliwość swobodnego przekręcania się z boku na bok. Powie ktoś – kot jest lekki i łatwo go przesunąć. Otóż, nie. Kot jest upartym stworzeniem i jeśli już wymyślił sobie, że wbije ci się na kołdrę między nogami, ruszenie go stamtąd bez użycia drastycznych środków przypomina Dzień Świstaka – ile razy przełożysz kota w inne miejsce, tyle razy obudzisz się w dokładnie tej samej konfiguracji. A przekręcenie się z pięciokilowym, przelewającym się ciężarkiem na kołdrze graniczy z cudem i by to zrobić skutecznie, trzeba się najpierw skutecznie obudzić. Tak więc jest niewygodnie, ciężko i za gorąco. Miodzio. A potem kot wyciąga się na całą długość w poprzek między twoimi kolanami. Pół biedy, jeśli swoją obecnością zaszczyci cię tylko jeden.


Kiedy już ci się z grubsza uśnie, te z kotów, które akurat nie uwaliły się na tobie, idą walić kupę. Mieszkanie małe, akustyczne, prądy powietrzne zwykle sprzyjające, a koty (osoby nie żyjące z kotami w mieszkaniu zapewne nie mają pojęcia o takim obyczaju) drapią we wszystko, tylko nie w żwirek. O wiele skuteczniej jest zerwać na równe nogi pańcię, która posprząta, niż próbować zasypać kupę jak producent przykazał. W ruch idzie brzeg kuwety, ściana, noga stołowa, wielka pucha z karmą, pralka – cokolwiek jest pod łapą. Oczywiście z odpowiednimi efektami dźwiękowymi. Zapachowymi również. Nawet jeśli się uprzesz i zignorujesz hałas, smród dotrze do sypialni mniej więcej po minucie, bo przecież drapanie w stołową nogę nie zlikwiduje źródła zapachu. Wstajesz więc, wyjmujesz z kuwety ściągnięty do niej ręcznik (jakoś tak zahaczył się o pazur), wrzucasz go do brudów, sprzątasz i… Dzień Świstaka od początku. Walka o kołdrę, o odrobinę przestrzeni – qźwa, w imię czego?

Wiesz, Drogi Czytelniku, co dzieje się z kotem po kupie? Kot dostaje jobla. Zjawisko to nie doczekało się jeszcze naukowego wyjaśnienia, teorie są różne, niemniej, zjawisko istnieje i polega na tym, że kot bez opamiętania fruwa po domu. Celuje w tym Pitka, która, jak się już rozpędzi, nie ma żadnych hamulców. Ściana, parapet, łóżko, drapak, szafa, głowa, mózg na ścianie – dziki pęd dzikiego stworzenia. Jeśli znajdziesz się na trasie, możesz co najwyżej przykryć głowę kołdrą, żeby kot przypadkiem nie wdepnął ci w oko. Zwykle udaje się uniknąć poważniejszych obrażeń, aczkolwiek skok pięciokilowej kotki z parapetu wprost na brzuch też nie należy do najprzyjemniejszych. Na szczęście trwa to krótko.

No dobra, wieczorne harce minęły, jakoś tam śpisz. Od czasu do czasu dziabnie cię pazurami Wiśka, bo akurat się przeciąga i postanowiła się przytulić do twoich pleców. Nic to, Wiśka, nic to, wiem, że mnie kochasz. Ty i tak jesteś najmniej upierdliwa.

Dużo gorsza jest Papuga. Mniej więcej o piątej rano przyłazi na szafkę nocną i zaczyna zrzucać wszystko, co się nawinie. Komórkę, książkę, pilota, szklankę, whatever. Jeśli zapobiegliwie usunęło się wieczorem  wszystkie drobiazgi, będzie tłuc łapą w lampkę nocną i dudnić nią o ścianę. Jeśli lampka jest odsunięta i nie dudni, jest jeszcze parapet i antena DVB-T. Taka pokojowa, z wąsami, które genialnie dzwonią o szybę, jak się przy nich pomajdruje. Na Papugę nie działa spryskiwacz do kwiatków – najskuteczniejsza i najbardziej humanitarna broń dalekiego zasięgu. Papugę można polewać do woli, nie robi to na niej wrażenia. Na mokre zareaguje co najwyżej A, która jest po drodze. Papugę trzeba zawołać, pogłaskać, zrobić jej miejsce obok siebie – wtedy poświergoli przez dziesięć minut, co uśpi cię na nowo, i sama zaśnie. Taki słodki przytulaczek, kocia jej mać. Później, w ciągu dnia, zdarzają się u nas sceny, kiedy to Papuga śpi sobie w najlepsze na fotelu a pochylona nad nią A. daje upust frustracji:
- Wstawaj, ruda suko, ja ci pośpię, cholera, teraz to chrapie, sukinkotka, następnym razem ogon ci zawiążę na supeł, miau miau, miau, pobudka, wystawię cię na śmietnik, jak mi to zrobisz jeszcze raz. 

No cóż. 

Kiedy już Papuga się wyłączy, włącza się Uma. Do niedawna zwana Szlifierką, bo jej ulubioną poranną rozrywką było siadanie przy oknie w pozie zajączka wielkanocnego i szlifowanie szyby przednimi łapkami. Nie jest to może głośny dźwięk, ale nad ranem potrafi wkurzyć jak mało co. Tym bardziej, że Uma jest najbardziej uparta z naszych zwierzaków. Nie ma co liczyć, że jej się znudzi. Po piętnastu minutach przykrywania głowy poduszką zareaguje nawet kamień. Tak czy inaczej ten problem mamy z głowy, bo Umik  - który do niedawna w ogóle nie wydawał z siebie głosu – ze Szlifierki przemianował się na Trąbkę Jerychońską. Siada pod drzwiami balkonowymi (ma tam swoje sprawy) i włącza syrenę. Miau, miau, miau. Miau. Miau miau. MIAU. Szczęście w nieszczęściu – na Umika działa spryskiwacz. Nieszczęście w nieszczęściu – drzwi balkonowe są w innym pokoju i by zastosować spryskiwacz, trzeba wstać i pójść.

Umik ma przy tym wszystkim jedną pożyteczną funkcję: możesz go nastawić na żądaną godzinę. Mówisz wieczorem: Umiku, poproszę na za piętnaście szósta. I możesz liczyć, że za piętnaście szósta na bank nie będziesz już spać.

I wracamy do Pitki. Ta ma najsubtelniejszy sposób budzenia. Kiedy już Umik jest skutecznie spryskany i zdrzemniesz się na ostatnie pół godzinki, zaczynasz czuć we śnie dziwny niepokój. Sny się jakoś mącą, zmieniają w pościgi i strzygi. Kiedy już ostatecznie wpadniesz do studni i budzisz się, by nie przeżyć własnej śmierci, otwierasz oczy i dziesięć centymetrów od swojej twarzy widzisz wpatrzone w ciebie, szeroko otwarte, niebieskie oczy.

Sposób z oczami jest fajny, bardzo go lubię. Poza tym lepiej skorzystać z tej delikatnej metody – jeśli nie dasz się obudzić wzrokiem, Pitka ma jeszcze w ofercie łażenie po głowie.

A potem to już trzeba wyjść z psem.

P.S. W tym wpisie nie ma nic o Zuzłu, bo Zuzło nie budzi. Zuzło sypia w łazience i ewentualnie samo może mieć do nas pretensje o zakłócanie snu, kiedy już przy okazji którejś z rzędu pobudki, co nieuniknione, przyjdzie się na siku. 

P. P.S. Zapytasz, Czytelniku, czy nie da się po prostu zamknąć przed kotami drzwi sypialni. Ehm, jak by to wyjaśnić... nie da się. Ale to temat na osobny wpis.

P.P.P.S. UZUPEŁNIENIE PO DŁUŻSZYM CZASIE: Człowiek uczy się całe życie. Spryskiwacz, który do tej pory uważałam za humanitarną broń, wcale nią nie jest. Tylko frustruje kota, a skutkuje wyłącznie doraźnie (to akurat zauważyłam sama). Spryskiwaczem się kota NIE wychowa. A już na pewno nie wolno go używać do zniechęcania kota do naturalnych zachowań - drapania, wskakiwania na meble itp. Należy mu zapewnić warunki, by robił to nieinwazyjnie. 

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Ahahaha! Cudne. Dodam od siebie: taki zapomniany przez wszystkich, lezacy w kacie papierek albo drobiazg typu kapsel. Albo lepiej jeszcze: pozostawiony nierozwaznie na stole taki dajmy na to oloweczek z IKEI ;-) Dzien caly toto nikogo nie obchodzi, nikt nawet nie spojrzy. Ale niech no tylko przyjdzie druga-trzecia w nocy... Ilez radosci! Ilez wesolej zabawy! Ilez "cholera jasna!" :-)
Sciskam.
M.

Unknown pisze...

:) No właśnie.

Unknown pisze...

To my z Czesławem mamy raj :) Czesław gdy tylko gaśnie światło w mieszkaniu idzie grzecznie spać, albo pod łóżko albo na stół ( żeby na niego nie nadepnąć) Inna sprawa, że gdy nie śpimy około 23 - to Czesław zamienia się w Rambo XXI :D

Unknown pisze...

Dobre:), Saszka też czasem poszaleje, ale to 1/20 tego co Wy macie:). Prawda jest też taka, że ja mam wyjątkowo twardy sen:).

Unknown pisze...

Ech, szczęściarze... A może po prostu mądrzy ludzie :) Chyba zacznę się powoli pozbywać towarzystwa - kto chce kota? I którego? Hiehie. Dzięki za komentarze, kochani :)