Wiecie co? Chciałabym się wyspać. Tak po prostu, jednym
cięgiem i bez atrakcji. Spokojnie dospać – bo ja wiem – do ósmej rano. I nie
mówię tu o dniach roboczych, kiedy normalne jest, że dorosły człowiek wstaje grubo
wcześniej. Nie mówię też o wiosno-lecie, kiedy pogodny świt wyrywa mnie z łóżka
i wygania na dwór, choćbym sobie obiecywała, że wreszcie się wypiecuszę na wszystkie
boki. Mówię o przykładowej sobocie lub niedzieli o dowolnej porze roku i
przeciętnej pogodzie, kiedy to rozsądny człowiek śpi jak kamień od wieczora do
rana i budzi się WYPOCZĘTY. Dlaczego nie jest mi to dane? A dlatego, że…
…jeśli sądzisz, człeku, że biorąc do domu zwierzaka po
prostu bierzesz do domu zwierzaka, jesteś w błędzie. Szczególnie jeśli chodzi o
kota. A już wybitnie jeśli chodzi o pięć kotów. Jak to było? Kot w dom, budzik
w dom. I każdy z naszych kotów ma swoją ulubioną porę i metodę zawracania
gitary po nocy. Już samo układanie się do snu bywa problematyczne, bo trzeba
zawalczyć o miejsce i możliwość swobodnego przekręcania się z boku na bok.
Powie ktoś – kot jest lekki i łatwo go przesunąć. Otóż, nie. Kot jest upartym stworzeniem i jeśli już wymyślił sobie, że wbije ci się na kołdrę
między nogami, ruszenie go stamtąd bez użycia drastycznych środków przypomina Dzień Świstaka – ile razy
przełożysz kota w inne miejsce, tyle razy obudzisz się w dokładnie tej samej
konfiguracji. A przekręcenie się z pięciokilowym, przelewającym się ciężarkiem na
kołdrze graniczy z cudem i by to zrobić skutecznie, trzeba się najpierw
skutecznie obudzić. Tak więc jest niewygodnie, ciężko i za gorąco. Miodzio. A potem
kot wyciąga się na całą długość w poprzek między twoimi kolanami. Pół biedy,
jeśli swoją obecnością zaszczyci cię tylko jeden.
Kiedy już ci się z grubsza uśnie, te z kotów, które akurat
nie uwaliły się na tobie, idą walić kupę. Mieszkanie małe, akustyczne, prądy
powietrzne zwykle sprzyjające, a koty (osoby nie żyjące z kotami w mieszkaniu
zapewne nie mają pojęcia o takim obyczaju) drapią we wszystko, tylko nie w
żwirek. O wiele skuteczniej jest zerwać na równe nogi pańcię, która posprząta,
niż próbować zasypać kupę jak producent przykazał. W ruch idzie brzeg kuwety,
ściana, noga stołowa, wielka pucha z karmą, pralka – cokolwiek jest pod łapą.
Oczywiście z odpowiednimi efektami dźwiękowymi. Zapachowymi również. Nawet
jeśli się uprzesz i zignorujesz hałas, smród dotrze do sypialni mniej więcej po
minucie, bo przecież drapanie w stołową nogę nie zlikwiduje źródła zapachu. Wstajesz
więc, wyjmujesz z kuwety ściągnięty do niej ręcznik (jakoś tak zahaczył się o pazur),
wrzucasz go do brudów, sprzątasz i… Dzień Świstaka od początku. Walka o kołdrę,
o odrobinę przestrzeni – qźwa, w imię czego?
Wiesz, Drogi Czytelniku, co dzieje się z kotem po kupie? Kot
dostaje jobla. Zjawisko to nie doczekało się jeszcze naukowego wyjaśnienia, teorie
są różne, niemniej, zjawisko istnieje i
polega na tym, że kot bez opamiętania fruwa po domu. Celuje w tym Pitka,
która, jak się już rozpędzi, nie ma żadnych hamulców. Ściana, parapet, łóżko, drapak,
szafa, głowa, mózg na ścianie – dziki pęd dzikiego stworzenia. Jeśli znajdziesz się na
trasie, możesz co najwyżej przykryć głowę kołdrą, żeby kot przypadkiem nie
wdepnął ci w oko. Zwykle udaje się uniknąć poważniejszych obrażeń, aczkolwiek
skok pięciokilowej kotki z parapetu wprost na brzuch też nie należy do
najprzyjemniejszych. Na szczęście trwa to krótko.
No dobra, wieczorne harce minęły, jakoś tam śpisz. Od czasu
do czasu dziabnie cię pazurami Wiśka, bo akurat się przeciąga i postanowiła się
przytulić do twoich pleców. Nic to, Wiśka, nic to, wiem, że mnie kochasz. Ty i
tak jesteś najmniej upierdliwa.
Dużo gorsza jest Papuga. Mniej więcej o piątej rano przyłazi
na szafkę nocną i zaczyna zrzucać wszystko, co się nawinie. Komórkę, książkę, pilota,
szklankę, whatever. Jeśli zapobiegliwie usunęło się wieczorem wszystkie drobiazgi, będzie tłuc łapą w lampkę
nocną i dudnić nią o ścianę. Jeśli lampka jest odsunięta i nie dudni, jest
jeszcze parapet i antena DVB-T. Taka pokojowa, z wąsami, które genialnie
dzwonią o szybę, jak się przy nich pomajdruje. Na Papugę nie działa spryskiwacz do kwiatków –
najskuteczniejsza i najbardziej humanitarna broń dalekiego zasięgu. Papugę można
polewać do woli, nie robi to na niej wrażenia. Na mokre zareaguje co najwyżej A, która jest po drodze. Papugę trzeba zawołać,
pogłaskać, zrobić jej miejsce obok siebie – wtedy poświergoli przez dziesięć
minut, co uśpi cię na nowo, i sama zaśnie. Taki słodki przytulaczek, kocia jej
mać. Później, w ciągu dnia, zdarzają się u nas sceny, kiedy to Papuga śpi sobie w najlepsze na fotelu a pochylona nad nią A. daje upust frustracji:
- Wstawaj, ruda suko, ja ci pośpię, cholera, teraz to chrapie, sukinkotka, następnym razem ogon ci zawiążę na supeł, miau miau, miau, pobudka, wystawię cię na śmietnik, jak mi to zrobisz jeszcze raz.
No cóż.
Kiedy już Papuga się wyłączy, włącza się Uma. Do niedawna
zwana Szlifierką, bo jej ulubioną poranną rozrywką było siadanie przy oknie w pozie
zajączka wielkanocnego i szlifowanie szyby przednimi łapkami. Nie jest to może
głośny dźwięk, ale nad ranem potrafi wkurzyć jak mało co. Tym bardziej, że Uma jest najbardziej uparta z naszych zwierzaków. Nie ma co liczyć, że jej się znudzi. Po
piętnastu minutach przykrywania głowy poduszką zareaguje nawet kamień. Tak czy
inaczej ten problem mamy z głowy, bo Umik
- który do niedawna w ogóle nie wydawał z siebie głosu – ze Szlifierki przemianował się na Trąbkę Jerychońską. Siada pod drzwiami balkonowymi (ma tam swoje sprawy) i włącza syrenę. Miau,
miau, miau. Miau. Miau miau. MIAU. Szczęście w nieszczęściu – na Umika działa
spryskiwacz. Nieszczęście w nieszczęściu – drzwi balkonowe są w innym pokoju i by
zastosować spryskiwacz, trzeba wstać i pójść.
Umik ma przy tym wszystkim jedną pożyteczną funkcję: możesz go
nastawić na żądaną godzinę. Mówisz wieczorem: Umiku, poproszę na za piętnaście
szósta. I możesz liczyć, że za piętnaście szósta na bank nie będziesz już spać.
I wracamy do Pitki. Ta ma najsubtelniejszy sposób budzenia.
Kiedy już Umik jest skutecznie spryskany i zdrzemniesz się na ostatnie pół
godzinki, zaczynasz czuć we śnie dziwny niepokój. Sny się jakoś mącą, zmieniają
w pościgi i strzygi. Kiedy już ostatecznie wpadniesz do studni i budzisz się,
by nie przeżyć własnej śmierci, otwierasz oczy i dziesięć centymetrów od swojej
twarzy widzisz wpatrzone w ciebie, szeroko otwarte, niebieskie oczy.
Sposób z oczami jest fajny, bardzo go lubię. Poza tym lepiej
skorzystać z tej delikatnej metody – jeśli nie dasz się obudzić wzrokiem, Pitka
ma jeszcze w ofercie łażenie po głowie.
A potem to już trzeba wyjść z psem.
P.S. W tym wpisie nie ma nic o Zuzłu, bo Zuzło nie budzi. Zuzło
sypia w łazience i ewentualnie samo może mieć do nas pretensje o zakłócanie
snu, kiedy już przy okazji którejś z rzędu pobudki, co nieuniknione, przyjdzie
się na siku.
P. P.S. Zapytasz, Czytelniku, czy nie da się po prostu zamknąć przed kotami drzwi sypialni. Ehm, jak by to wyjaśnić... nie da się. Ale to temat na osobny wpis.
P.P.P.S. UZUPEŁNIENIE PO DŁUŻSZYM CZASIE: Człowiek uczy się całe życie. Spryskiwacz, który do tej pory uważałam za humanitarną broń, wcale nią nie jest. Tylko frustruje kota, a skutkuje wyłącznie doraźnie (to akurat zauważyłam sama). Spryskiwaczem się kota NIE wychowa. A już na pewno nie wolno go używać do zniechęcania kota do naturalnych zachowań - drapania, wskakiwania na meble itp. Należy mu zapewnić warunki, by robił to nieinwazyjnie.
P.P.P.S. UZUPEŁNIENIE PO DŁUŻSZYM CZASIE: Człowiek uczy się całe życie. Spryskiwacz, który do tej pory uważałam za humanitarną broń, wcale nią nie jest. Tylko frustruje kota, a skutkuje wyłącznie doraźnie (to akurat zauważyłam sama). Spryskiwaczem się kota NIE wychowa. A już na pewno nie wolno go używać do zniechęcania kota do naturalnych zachowań - drapania, wskakiwania na meble itp. Należy mu zapewnić warunki, by robił to nieinwazyjnie.
5 komentarzy:
Ahahaha! Cudne. Dodam od siebie: taki zapomniany przez wszystkich, lezacy w kacie papierek albo drobiazg typu kapsel. Albo lepiej jeszcze: pozostawiony nierozwaznie na stole taki dajmy na to oloweczek z IKEI ;-) Dzien caly toto nikogo nie obchodzi, nikt nawet nie spojrzy. Ale niech no tylko przyjdzie druga-trzecia w nocy... Ilez radosci! Ilez wesolej zabawy! Ilez "cholera jasna!" :-)
Sciskam.
M.
:) No właśnie.
To my z Czesławem mamy raj :) Czesław gdy tylko gaśnie światło w mieszkaniu idzie grzecznie spać, albo pod łóżko albo na stół ( żeby na niego nie nadepnąć) Inna sprawa, że gdy nie śpimy około 23 - to Czesław zamienia się w Rambo XXI :D
Dobre:), Saszka też czasem poszaleje, ale to 1/20 tego co Wy macie:). Prawda jest też taka, że ja mam wyjątkowo twardy sen:).
Ech, szczęściarze... A może po prostu mądrzy ludzie :) Chyba zacznę się powoli pozbywać towarzystwa - kto chce kota? I którego? Hiehie. Dzięki za komentarze, kochani :)
Prześlij komentarz