środa, 30 października 2013

O poranku

O poczekalniach będzie w terminie późniejszym, bo chcę się na szybko podzielić dzisiejszą poranną głupawką.

Pamiętacie dowcip o Polaku na safari i neuplisach?

Dziś przy panicznej produkcji śniadania (w skrócie PPS) o nieprzyzwoitej godzinie (NG) A. burczała, kurwowała i pomstowała (bo znowu sałatka z Papugi) aż się zacięła (umysłowo, nie krwawo) i zapomniała rodzimej mowy. To już chyba taka nasza świecka tradycja, być może winna jest poranna hipoglikemia (PH). Obcej mowy nie przypomniała sobie do końca (z PPP - powodów podanych powyżej), bo wyszło jej coś takiego:

- Fuck! Ruszyć się w tej kuchni nie można! Wszędzie jakieś... jakieś… begging eyesy!

No. Więc teraz wiecie, że rano po naszej kuchni grasują beginajsy.

Przyczajony beginajs. 

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Beginajsy rządzą! :)

Anonimowy pisze...

Genialne :)
/Marta